środa, 9 października 2013

Bo haftować każdy może, czyli kilka słów o hafcie krzyżykowym.

Dzisiaj moja Wspólniczka , za którą bardzo tęsknię, podzieli się z nami swoją pasją.  
                 
                      Malowane igłą,  czyli zamiłowanie do malarstwa i haftu .

Haftem krzyżykowym bawię się już od kilku ładnych lat. Mam na swoim koncie kilka ukończonych obrazków oraz jeden, którego dokończenie zajmie mi chyba 40 lat. Moim nauczycielem był…tata J I nie jest on jedynym mężczyzną w mojej rodzinie, który zajmował się haftem! Moim pierwszym dziełem były malutkie pieski. Niewielki format i tylko kilka kolorów do wykorzystania. Z czasem, kiedy zaczęłam nabierać wprawy, wybierałam coraz większe i bardziej skomplikowane wzory.

Muszę przyznać, że haftowanie jest bardzo wciągające. Bywa, że nie haftuję przez kilka miesięcy, ale kiedy już zacznę to ciężko przestać. Jest to też dobry sposób na „wyżycie się artystyczne” dla osób, którym malowanie czy rzeźbienie nie wychodzi najlepiej (niestety), ale chcą mieć kontakt ze sztuką. Tak, ze sztuką. O ile moje pierwsze hafty to były głównie kwiaty, to w tej chwili skupiam się głównie na reprodukcjach obrazów, które każdy doskonale zna. 


Każdy obraz, który zaczynam, udaje mi się wreszcie  skończyć. Czasem trwa to długie miesiące, ale nie zdarzyło mi się porzucić niedokończonego  haftu.



Wspomniałam, że dokończenie obrazu, którym się w tej chwili zajmuję, potrwa długie lata. Chyba nie przesadzę jeśli powiem, że czekają mnie co najmniej 2 lub 3 lata powolnego haftowania. Wzór, który wybrałam tym razem, to „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci. Niestety oszałamiającego postępu na kanwie nie widać, ale zużyłam już kilka motków muliny. Niedługo postaram się upublicznić moje postępy w pracy.




   Ulubione zabawki Wspólniczki,  kolorowe muliny 
już od roku mieszkają  po drugiej stronie wielkiej wody.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza